Susan Hollander słucham.
- Tu Lincoln Burrows. Chciałbym się spotkać. Może w centrum miasta przy fontannie na rynku.
- Dobrze. Może być 17:00?
- Tak finanse.
- To będziemy. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia… - Burrows schował telefon do kieszeni i w zamyśleniu skręcił w małą uliczkę. Usiadł na jakieś ławce, przymknął oczy i uśmiechnął się na wspomnienie Susan Hollander – miała coś w oczach, że nie szło o nich zapomnieć, że ciągle powracały w jego myślach i sprawiały, że zaczynał zachowywać się jak szczeniak, który po raz pierwszy się zakochał…
- To nie jest miłość i kredyt budowlany. Nawet to nie jest zauroczenie. Zobaczę ją po południu i mi przejdzie – powiedział do siebie, wstał zły na siebie i szybkim krokiem podążył w stronę hotelu.
- Lincoln – usłyszał za sobą cichy głos Sofii – Oni uciekną prawda?
- Myślę, że tak… co Cię tu sprowadza?
- Jak to co? Przecież wspólnie planowaliśmy jak im pomóc po opuszczeniu murów więzienia. Coś się zmieniło?
- Nie… tylko, że aktualnie nie mam żadnych pomysłów…
- W porządku. Jadę do Sony. Jedziesz ze mną?
- Już byłem tam dzisiaj… nie pozwolą mi spotkać się z Michaelem po raz drugi.
- OK. A po południu co robisz?
- Bo?
- Pomyślałam, że pomożesz mi wybrać broń… myślę, że powinnam coś mieć…
- Jutro, dobrze? Dzisiaj jestem zajęty.
- To do jutra. Jadę do James’a. – i Sofia zniknęła w głębi samochodu, by po chwili odjechać w stronę Sony.
Zbliżała się siedemnasta, Susan Hollander i Pam Mahone siedziały w cieniu fontanny dziękując w myślach za ten ożywczy powiew drobnych kropelek spadający na ich rozgrzane ramiona. Z uśmiechem wystawiały twarze w stronę wody starając się, choć przez chwilę zapomnieć o powodach, dla których przyleciały do Panamy – dwóch seksownych powodach… Zatopione w swoich myślach nie zauważyły zbliżającego się Lincolna, dlatego też na jego „Witam Panie” podskoczyły nerwowo.
- Witam
- Dzień dobry. Skoro postanowiłeś się z nami spotkać to na pewno wiesz czy twój brat przyjął naszą propozycję czy nie… - zaczęła Pam.
- No właśnie nie wiem… Michael prosił o trochę czasu do namysłu.
- To, po co chciałeś nas zobaczyć? – Zapytała Susan. Linc, sam nie wiedział, po co tak koniecznie chciał je zobaczyć… No może nie je…tylko samą Susan… Ale co ma powiedzieć…
- Brat chciał wiedzieć czy na pewno macie tyle pieniędzy – wymyślił na poczekaniu
- Pokaż to bratu, niech kredyty spojrzy na numer seryjny – powiedziała Pam wręczając Lincolnowi banknot 100$
- Pieniądze D.B. Coopera?!
- Teddy zostawił mi 2’000’000$ przed swoim wyjazdem do Panamy. Dlatego też na pewno dostaniecie swój 1’000’000$, za resztę my z naszymi rodzinami chcemy zniknąć i zacząć nowe życie. – mówiąc o T-Bagu Susan bezwiednie się uśmiechała a w jej oczach było widać tyle czułości, że Lincolna coś skręcało od środka.
- Przekażę bratu - powiedział zaciskając zęby i już chciał iść aby nie patrzeć w te oczy, które zamiast do niego uśmiechały się do myśli o T-Bagu
- Nie napijesz się z nami kawy? – zapytała Pam, a Susan po raz pierwszy uśmiechnęła się do niego.
- Zostanę – odpowiedział odwzajemniając uśmiech.
Tymczasem w Sonie. Scofield siedzi na swojej pryczy i rozważa czy naprawdę nie ma innego wyjścia z tej sytuacji niż znowu wypuszczać Bagwella…
- Cholera! No po prostu nie ma innej opcji!
- Hej piękny namyśliłeś się już czy Ci w tym pomóc?
- T-Bag……
- We własnej osobie – roześmiał się Teddy – Spodziewałeś się kogoś innego?
- Jesteś sam czy może z nowym kolegą?
- Mówisz o mnie?- zapytał Mahone wychodząc z za rogu.
- Czyli prawie mamy komplet- odparł z przekąsem Scofield. Widzieliście Whistlera?
- Gdzieś łazi
- To znajdźcie go. Nie będę wszystkich planów powtarzał kilkakrotnie.
- Znaczy zabierasz nas z sobą?
- A mam wybór?
- Mądra decyzja.
- To idźcie teraz go poszukać.
- Kogo szukać? – zapytał James wchodząc do celi.
- Ciebie. Siadaj. Musimy omówić plany ucieczki.
- A oni? – zapytał Whistler spoglądając niechętnie na T-Baga i Mahone’a
- Oni niestety idą z nami. I wszyscy czworo jak tu stoimy musimy działać razem i pomagać sobie. Wszyscy musimy wyjść stąd cali i zdrowi. A więc słuchajcie co wymyśliłem…
O poranku Lincoln spotkał się z Sofią na jednej z wąskich uliczek Panamy.
- Dziękuję że przyszedłeś i pomożesz mi wybrać broń.
- Nadal uważam, że to nie jest najlepszy pomysł. Z bronią trzeba umieć się obchodzić.
- Nauczę się.
- Umiałabyś zabić kogoś z zimną krwią?
- Nie wiem… w każdym bądź razie będę się broniła. Wchodzimy.
- Jak chcesz… - Linc i Sofia weszli do malutkiego sklepiku, właściciel już się ich spodziewał, bo zaraz wyniósł z zaplecza szary pakunek. Sofia zaczęła oglądać przyniesiony pistolet a Lincoln po szybkiej ocenie sprzętu przestał myśleć nad ewentualnymi rozterkami Sofii i zaczął się zastanawiać się czy Susan poszła spotkać się z T-Bagiem czy może spaceruje gdzieś po Panamie w towarzystwie Pam Mahone…
- Susie Q!
- Teddy! Scofield weźmie was z sobą?
- Tak.
- Tak się cieszę… Nawet nie wiesz jak pieniadze strasznie za tobą tęsknię.
- Ale co ty robisz przez całe dnie? Z kim się spotykasz? Nie grozi Ci jakieś niebezpieczeństwo?
- Wszystko będzie dobrze. Wczoraj spotkałyśmy się z Burrows’em, on jest dla nas bardzo miły…
- Burrows miły… kto by pomyślał… co to wizja pieniędzy robi z człowieka – odparł z przekąsem T-Bag
- Nie przesadzaj. On tak samo martwi się o syna i brata jak ja o Ciebie. Rozumiem go…
- A co dalej? Co będzie jak stąd wyjdę pożyczka? Gdzie pojedziemy?
- O nic się nie martw wszystko jest zaplanowane. Muszę już iść…