RSS
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Dojrzałość przedszkolna i szkolna

machnać różdżką w prawo i lewo, wywołać uśmiech. Kolejne machnięcie - żeby zapomnieć. Albo moze nie, chcę pamietać, ale zeby nie bolało. Teraz z góry na dół i w szkole świeci słonko, po skosie i wszyscy są szczęśliwi, kwiaty kwitną, trawa się zieleni, wieje delikatny wietrzyk... Nawet dziecko znudziłoby się ksiazką o tak lakonicznej treści. Wracamy do rzeczywistości.

Dojrzałość przedszkolna i szkolna

miała na imię Emilia... Jak siostra babci, która umarła zaraz po urodzeniu... Do tej pory odwiedzam na cmentarzu mały biały grób...

Emilka była słodka jak każdy bobas. Różowe pucate policzka, blond loczki przylegające do główki, szafirowe oczka, które mróżyła kiedy kładło się ją na plecki:) Miała masiupeńkie stópki i słodkie sweterki... Nawet płakała w przedszkolu... (początkowo tylko płakała, bo potem mama Karolinka postawnoiła ją wykąpać i sie mechanizm zepsuł) szkolna. Teraz dorosłam... Emilka leży w półce razem ze słoniem Beniaminem. Moze dam ją kiedyś córce? Tak jak mnie mama powierzyła Kasię?

Misie, lalki, pajacyki, konie bujane... Kochamy... Potem dorastamy nie przestając kochać

wtorek, 03 sierpnia 2010
Kredyt budowlany wpleciony

Susan Hollander słucham.
- Tu Lincoln Burrows. Chciałbym się spotkać. Może w centrum miasta przy fontannie na rynku.
- Dobrze. Może być 17:00?
- Tak finanse.
- To będziemy. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia… - Burrows schował telefon do kieszeni i w zamyśleniu skręcił w małą uliczkę. Usiadł na jakieś ławce, przymknął oczy i uśmiechnął się na wspomnienie Susan Hollander – miała coś w oczach, że nie szło o nich zapomnieć, że ciągle powracały w jego myślach i sprawiały, że zaczynał zachowywać się jak szczeniak, który po raz pierwszy się zakochał…
- To nie jest miłość i kredyt budowlany. Nawet to nie jest zauroczenie. Zobaczę ją po południu i mi przejdzie – powiedział do siebie, wstał zły na siebie i szybkim krokiem podążył w stronę hotelu.
- Lincoln – usłyszał za sobą cichy głos Sofii – Oni uciekną prawda?
- Myślę, że tak… co Cię tu sprowadza?
- Jak to co? Przecież wspólnie planowaliśmy jak im pomóc po opuszczeniu murów więzienia. Coś się zmieniło?
- Nie… tylko, że aktualnie nie mam żadnych pomysłów…
- W porządku. Jadę do Sony. Jedziesz ze mną?
- Już byłem tam dzisiaj… nie pozwolą mi spotkać się z Michaelem po raz drugi.
- OK. A po południu co robisz?
- Bo?
- Pomyślałam, że pomożesz mi wybrać broń… myślę, że powinnam coś mieć…
- Jutro, dobrze? Dzisiaj jestem zajęty.
- To do jutra. Jadę do James’a. – i Sofia zniknęła w głębi samochodu, by po chwili odjechać w stronę Sony.
Zbliżała się siedemnasta, Susan Hollander i Pam Mahone siedziały w cieniu fontanny dziękując w myślach za ten ożywczy powiew drobnych kropelek spadający na ich rozgrzane ramiona. Z uśmiechem wystawiały twarze w stronę wody starając się, choć przez chwilę zapomnieć o powodach, dla których przyleciały do Panamy – dwóch seksownych powodach… Zatopione w swoich myślach nie zauważyły zbliżającego się Lincolna, dlatego też na jego „Witam Panie” podskoczyły nerwowo.
- Witam
- Dzień dobry. Skoro postanowiłeś się z nami spotkać to na pewno wiesz czy twój brat przyjął naszą propozycję czy nie… - zaczęła Pam.
- No właśnie nie wiem… Michael prosił o trochę czasu do namysłu.
- To, po co chciałeś nas zobaczyć? – Zapytała Susan. Linc, sam nie wiedział, po co tak koniecznie chciał je zobaczyć… No może nie je…tylko samą Susan… Ale co ma powiedzieć…
- Brat chciał wiedzieć czy na pewno macie tyle pieniędzy – wymyślił na poczekaniu
- Pokaż to bratu, niech kredyty spojrzy na numer seryjny – powiedziała Pam wręczając Lincolnowi banknot 100$
- Pieniądze D.B. Coopera?!
- Teddy zostawił mi 2’000’000$ przed swoim wyjazdem do Panamy. Dlatego też na pewno dostaniecie swój 1’000’000$, za resztę my z naszymi rodzinami chcemy zniknąć i zacząć nowe życie. – mówiąc o T-Bagu Susan bezwiednie się uśmiechała a w jej oczach było widać tyle czułości, że Lincolna coś skręcało od środka.
- Przekażę bratu - powiedział zaciskając zęby i już chciał iść aby nie patrzeć w te oczy, które zamiast do niego uśmiechały się do myśli o T-Bagu
- Nie napijesz się z nami kawy? – zapytała Pam, a Susan po raz pierwszy uśmiechnęła się do niego.
- Zostanę – odpowiedział odwzajemniając uśmiech.
Tymczasem w Sonie. Scofield siedzi na swojej pryczy i rozważa czy naprawdę nie ma innego wyjścia z tej sytuacji niż znowu wypuszczać Bagwella…
- Cholera! No po prostu nie ma innej opcji!
- Hej piękny namyśliłeś się już czy Ci w tym pomóc?
- T-Bag……
- We własnej osobie – roześmiał się Teddy – Spodziewałeś się kogoś innego?
- Jesteś sam czy może z nowym kolegą?
- Mówisz o mnie?- zapytał Mahone wychodząc z za rogu.
- Czyli prawie mamy komplet- odparł z przekąsem Scofield. Widzieliście Whistlera?
- Gdzieś łazi
- To znajdźcie go. Nie będę wszystkich planów powtarzał kilkakrotnie.
- Znaczy zabierasz nas z sobą?
- A mam wybór?
- Mądra decyzja.
- To idźcie teraz go poszukać.
- Kogo szukać? – zapytał James wchodząc do celi.
- Ciebie. Siadaj. Musimy omówić plany ucieczki.
- A oni? – zapytał Whistler spoglądając niechętnie na T-Baga i Mahone’a
- Oni niestety idą z nami. I wszyscy czworo jak tu stoimy musimy działać razem i pomagać sobie. Wszyscy musimy wyjść stąd cali i zdrowi. A więc słuchajcie co wymyśliłem…
O poranku Lincoln spotkał się z Sofią na jednej z wąskich uliczek Panamy.
- Dziękuję że przyszedłeś i pomożesz mi wybrać broń.
- Nadal uważam, że to nie jest najlepszy pomysł. Z bronią trzeba umieć się obchodzić.
- Nauczę się.
- Umiałabyś zabić kogoś z zimną krwią?
- Nie wiem… w każdym bądź razie będę się broniła. Wchodzimy.
- Jak chcesz… - Linc i Sofia weszli do malutkiego sklepiku, właściciel już się ich spodziewał, bo zaraz wyniósł z zaplecza szary pakunek. Sofia zaczęła oglądać przyniesiony pistolet a Lincoln po szybkiej ocenie sprzętu przestał myśleć nad ewentualnymi rozterkami Sofii i zaczął się zastanawiać się czy Susan poszła spotkać się z T-Bagiem czy może spaceruje gdzieś po Panamie w towarzystwie Pam Mahone…
- Susie Q!
- Teddy! Scofield weźmie was z sobą?
- Tak.
- Tak się cieszę… Nawet nie wiesz jak pieniadze strasznie za tobą tęsknię.
- Ale co ty robisz przez całe dnie? Z kim się spotykasz? Nie grozi Ci jakieś niebezpieczeństwo?
- Wszystko będzie dobrze. Wczoraj spotkałyśmy się z Burrows’em, on jest dla nas bardzo miły…
- Burrows miły… kto by pomyślał… co to wizja pieniędzy robi z człowieka – odparł z przekąsem T-Bag
- Nie przesadzaj. On tak samo martwi się o syna i brata jak ja o Ciebie. Rozumiem go…
- A co dalej? Co będzie jak stąd wyjdę pożyczka? Gdzie pojedziemy?
- O nic się nie martw wszystko jest zaplanowane. Muszę już iść…

Tagi: kredyty
12:41, agus-ia33
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 sierpnia 2010
Jak zarabiać na internecie

Witam,

Rekatywacja.

12:53, agus-ia33
Link Dodaj komentarz »